Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje 2013. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

7. Chmury nad miastem

HEL


   W trakcie pobytu we Władysławowie, ze względu na złą pogodę, postanowiliśmy wybrać się na Hel. Bilety nie kosztowały dużo, gdyż zakupiłem je w ofercie "TAM I POWRÓT". Swoje wyczekaliśmy w kolejce do kasy. Tego dnia na Hel wybierało się bardzo dużo ludzi. Pociąg był cały załadowany, a na dalszych stacjach dosiadali się kolejni podróżni. Zdarzało się, że nikt nie był w stanie wsiąść!!! Ale nam na szczęście udało się znaleźć miejsce siedzące :)  Podróż zajęła ok. 1h. 



Miejsce:Hel 

Cel:Zwiedzenie miasta, spotkanie z kolegą

Trasa: Władysławowo -> Hel


   Od rana pogoda była nie najgorsza. Lecz gdy zajechaliśmy przywitały nas błyskawice i deszcz. Zdążyliśmy jedynie porobić sobie kilka zdjęć. Chcieliśmy zwiedzić fokarium, ale kolejka była dłuuuga i zajęłoby to nam cały czas, który przeznaczyliśmy sobie na zwiedzanie miasta.  

     W tym czasie na Helu był nasz kolega i mieliśmy dobrego przewodnika :) Poszliśmy m.in. zobaczyć bunkry, port, cypel. Po dłuższym czasie nastała pora na obiad :) Udaliśmy się do jednej knajpki, w której niestety dość sporo czasu czekaliśmy na jedzenie, ale warto było czekać na takie smaki :)
   
 W oczekiwaniu na pociąg. Władysławowo.


Tutaj już pasażerowie nie wsiedli :) Jastarnia.




 Widok na Zatokę Pucką.










W drodze powrotnej do Władysławowa również pociąg był załadowany po brzegi! :)
   
   Pomimo, iż pogoda nie dopisała uważamy, że morze podczas burzy ma swój niepowtarzalny urok :)

wtorek, 29 lipca 2014

6. Kto bogatemu zabroni ;)

WŁADYSŁAWOWO

    O tym wyjeździe marzyliśmy od 3 lat. Już na pierwsze nasze wakacje chcieliśmy pojechać nad morze, ale wtedy padło na Ustroń. To był w sumie spontaniczny wyjazd, spowodowany tym, że zawoziliśmy babcie do sanatorium ;). Ale żeby nie było, spędziliśmy w Ustroniu aż 4 dni i to oficjalnie byłe nasze pierwsze wspólne wakacje. Od tego czasu co roku obiecywaliśmy sobie, że wreszcie udamy się nad morze - niestety (dla Damiana stety xD) cały czas jeździliśmy w góry. W trakcie planów na wakacje, Damian oznajmił mi, że jedziemy i w góry i na MORZE!!!! To był szok. "Ale jak to z gór nad morze, czy z nad morza w góry? - Kochanie, przecież my całą Polskę przejedziemy. W ogóle to przecież będzie tyle kosztowało", tymi i innymi pytaniami cały czas zadręczałam Damiana ;). W tej kwestii miałam już jednak mało do powiedzenia, wszystko było załatwione - a ja w gruncie rzeczy bardzo sie cieszyłam. To w końcu miał być mój pierwszy wakacyjny wyjazd nam morze ;)



Miejsce:Władysławowo 

Cel:Leżing, smażing, plażing, 

Trasa : Zakopane -> Władysławowo





Jak zajechaliśmy, pogoda była piękna. No niestety i na tym sie skończyło :( tylko dwa razy byliśmy na plaży kapać się w morzu.






Nie nudziliśmy się jednak za bardzo. Codziennie chodziliśmy na plaże, udało nam się płynąć statkiem, byliśmy w eksperymentarium, nawet na Hel pojechaliśmy (o Tym będzie oddzielny post :))














Po tym wyjeździe jestem jednak zdania, że góry są o niebo lepszą formą wakacyjnego wypoczynku :)

czwartek, 5 czerwca 2014

5. Uff... jak gorąco!

ZAKOPANE - KARB


    Jak w poprzednie dni, tak i tego dnia, upał był niemiłosierny. Już o 7 rano było 27 st. C. Żeby tradycji stało się zadość, Paula oczywiście nie chciała tak wcześnie wstać i jęczała, że jest za gorąco na wędrówkę po górach. Ja już miałem gotowy cały plan naszej wycieczki, więc i tym razem zmusiłem ją do wyjścia :D (faktycznie, teraz muszę przyznać jej rację, że wtedy temperatura nie była odpowiednia na wyprawę).


Miejsce:Zakopane 

Cel:Karb

Trasa:Kuźnice -> Boczań -> Hala Gąsienicowa -> Czarny Staw Gąsienicowy -> Karb -> Stawy Gąsienicowe -> Dolina Jaworzynki -> Kuźnice



    Naszą wyprawę rozpoczęliśmy w Kuźnicach. Z głównego placyku skręciliśmy w lewo mijając sklep, po czym przez mostek na Bystrej doszliśmy do budki opłat za wstęp do TPN. Stąd na Halę Gąsienicową prowadzą dwa szlaki, niebieski i żółty. My podążyliśmy szlakiem niebieskim, który skręca w lewo i od razu rozpoczęliśmy dość stromą wspinaczkę. Po pewnym czasie skręciliśmy w prawo podążając nadal niebieskim szlakiem. Prosto, szlakiem zielonym, doszlibyśmy na Nosal. Kontynuowaliśmy podejście coraz mniej stromą drogą wśród gęstego lasu, by na zalesionym grzbiecie zwanym Boczaniem skręcić w lewo i podążać poniżej grzbietu. Po krótkiej wędrówce dotarliśmy do położonego ponad Doliną Olczyską długiego grzbietu zwanego Skupniów Upłaz.






    Dalszą drogę szliśmy pod grzbietem mijając po lewej stronie Wielką Kopę Królową, aby dojść do Przełęczy między Kopami. Na przełęczy ponownie spotkaliśmy żółty szlak, z którym rozstaliśmy się przy wejściu do TPN w Kuźnicach.





 Po chwili odpoczynku i zrobieniu kilku zdjęć wyruszyliśmy dalej. Podążaliśmy nadal niebieskim szlakiem przez rozległe wypłaszczenie zwane Królową Rówień.


Od prawej: Świnica, Kościelec, Mały Kozi Wierch, Zamarła Turnia, Kozi Wierch, Czarne Ściany, Granaty.






    Większość turystów kieruje się w dół w stronę Schroniska PTTK Murowaniec. My jednak ominęliśmy schronisko i kierowaliśmy się drogą wśród kosówek ułożoną z dużych bloków skalnych w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Tutaj mieliśmy kolejny, ale już tym razem dłuższy odpoczynek, nie ze względu na zmęczenie, ale na podziwianie pięknych widoków. Gdy dotarliśmy nad staw nie było dużo turystów więc mogliśmy wybrać sobie dowolne miejsce, którym był duży kamień nad brzegiem.





    Po odpoczynku i sesji zdjęciowej udaliśmy się w dalszą część naszej wyprawy. Z Czarnego Stawu Gąsienicowego cofnęliśmy się nieco, żeby ścieżką ułożoną z kamieni dotrzeć na Karb, która początkowo wiedzie żlebem. Podejście to było bardzo męczące! Paula oczywiście ciągle się pytała czy jeszcze daleko, a ja jak zawsze odpowiadałem, że jeszcze tylko kawałek :D A w rzeczywistości było zupełnie inaczej :) No ale cóż, jakoś trzeba zmotywować. Po dość wyczerpującym podejściu na szczytowe wzniesienie Małego Kościelca postanowiliśmy zrobić kolejną przerwę na zebranie sił i uzupełnienie płynów. Nie obyło się oczywiście bez zdjęć i filmiku :)



Widok na Czarną Dolinę Gąsienicową, w oddali Zakopane i Poronin
 
 Czarny Staw Gąsienicowy i Żółta Turnia

Widok na Granaty

Kościelec

Świnica i Świnicka Przełęcz

    Stąd dzieliło nas dosłownie kilka metrów od naszego celu - przełęczy Karb. Niczym szczególnym się ono nie wyróżnia, jedynie tylko tym, że z przełęczy prowadzi m.in. czarny szlak na Kościelec. Ja bardzo chciałem zdobyć ten szczyt, w końcu byliśmy tak blisko, ale żar z nieba dawał się we znaki i niestety plan zdobycia Kościelca odłożyliśmy na kolejny raz - było po prostu za gorąco, jak dla nas, na wyższą wspinaczkę.

    Z Karbu zeszliśmy na drugą stronę Doliny Gąsienicowej. Po drodze minęliśmy potok, który wypływa z niewidocznego już Długiego Stawu, dwa niewielkie stawy zwane Czerwonymi i większy - Kurtkowiec oraz największe jezioro w tej części doliny - Zielony Staw. Od Zielonego Stawu podążaliśmy już czarnym szlakiem, który łączy się ze szlakiem żółtym wiodącym z Kasprowego Wierchu. Ponownie ominęliśmy schronisko na Hali Gąsienicowej i doszliśmy do wspomnianej już wcześniej Przełęczy między Kopami. Stąd do Kuźnic zeszliśmy żółtym szlakiem przez Dolinę Jaworzynki.

 Zielona Dolina Gąsienicowa. Z lewej Zielony Staw i Kurtkowiec, a w oddali Kasprowy Wierch i Giewont.

niedziela, 24 listopada 2013

3. Ugotowani...

ZAKOPANE - NOSAL

    Paula oczywiście nie chciała iść, ale ja nie mogłem odpuścić pobytu w górach, bez zdobywania szczytów (nawet takich małych). W tym dniu upał bardzo dawał się we znaki... Od samego rana temperatura przekraczała 25 st. C. Ja wstałem pierwszy, przyszykowałem się, zdąrzyłem zrobić śniadanie, a Paulina nadal spała, nie łatwo było ją obudzić.  Cóż, postanowiłem, że pójdziemy, wiec poszliśmy :)
    Około 8 (wyjątkowo późno - ciekawe czemu ;P ) wyruszyliśmy.

Nasza druga  wyprawa.


Cel: Nosal

Trasa:  Zakopane -> Nosal-> Olczyska Polana -> Jaszczurówka

8





    Naszą wyprawę rozpoczęliśmy u zbiegu ul. Karłowicza i al. Przewodników Tatrzańskich. W tym miejscu kończy się zabudowa Zakopanego. Zielonym szlakiem przeszliśmy na drugą stronę potoku i kierowaliśmy się w stronę budki TPN.



    Od budki szlak zaczynał dość gwałtownie piąć się pod górę w stronę coraz wyraźniej prześwitujących między drzewami skałek na grzbiecie Nosala. Mimo, iż ten szlak nie jest trudny, samo podejście w taki upał było bardzo uciążliwe. Co jakiś czas musieliśmy się zatrzymać na łyk wody. No cóż, przy takich temperaturach nawet my "parowaliśmy" :D

 Gdzieś w połowie drogi na Nosal. Widok na Zakopane.

Widok na Kuźnicką Polanę, w oddali Giewont.



    Po krótkiej "wspinaczce" wyszliśmy z lasu i przed nami ukazały się ładne widoki na urwiste skały. Już nie tak stromo podążaliśmy grzędą w stronę wierzchołka Nosala, mijając po lewej widoczne między drzewami budynki górnej stacji wyciągu narciarskiego.
    Kolejny odpoczynek zrobiliśmy tuż pod samym szczytem, wśród cieni drzew. Spotkaliśmy tam panią pielęgniarkę z naszego liceum :) To bardzo miła i sympatyczna osoba. Mieliśmy okazję wspólnie wędrować i rozmawiać do Olczyskiej Polany. Serdecznie panią pielęgniarkę pozdrawiamy! :)



    Sam wierzchołek, z którego przy dobrej pogodzie jaka nam wtedy dopisała roztacza się bardzo rozległy i piękny widok na całe Tatry od Bielskich po Zachodnie, jest stosunkowo niewielki i skalisty.

Od prawej: Kopa Kondracka, Suchy Wierch Kondracki, Suche Czuby, Goryczkowa Czuba, Pośredni Goryczkowy Wierch, Kasprowy Wierch.




    Po dość długiej przerwie, jak na taką krótką wprawę, ze szczytu podążaliśmy nadal zielonym szlakiem schodząc na zarośnięte lasem siodło Nosalowej Przełęczy. Tutaj szlak rozdziela się na szlak do Kuźnic (nadal zielony) i żółty do Olczyskiej Polany. My poszliśmy właśnie tym żółty szlakiem. Po ok. 25 min. marszu, gdzieniegdzie wśród cieni drzew, doszliśmy do Olczyskiej Polany mijając stare pasterskie szałasy.
    Zeszliśmy polaną dalej w dół, docierając do położonego po prawej stronie na granicy lasu Olczyskiego Wywierzyska - miejsca, w którym płynący dotąd pod ziemią potok wydostaje się na powierzchnię.



    Po uzupełnieniu zapasów wody udaliśmy się dalej zielonym szlakiem do Jaszczurówki.

    I tu kończy się nasza druga wyprawa. Zaliczamy ją do jak najbardziej udanych! :)

sobota, 16 listopada 2013

2. Na początku było tak...

ZAKOPANE -  DOLINA PIĘCIU STAWÓW POLSKICH

  Tegoroczne wakacje były bardzo udane. Za jednym razem pojechaliśmy i w góry i nad morze, udało się nam zatem zrealizować plany, które narodziły się już rok wcześniej. Jak to ja, lubię mieć wszystko załatwione wcześniej i dopięte na ostatni guzik. Noclegi w górach i nad morzem, bilety na przejazd i powrót pociągiem... to wszystko było załatwione sporo czasu przed wyjazdem. I w sumie spełniło się moje marzenie związane z podróżą pociągami - przejazd w wagonie sypialnym!!! O tak! Polecam każdemu!

... trochę się zagalopowałem :D
O podróży w wagonie sypialnym będzie w kolejnych postach :)

Nasza pierwsza wyprawa:
 
Miejsce:Zakopane

Cel:Dolina Pięciu Stawów Polskich

Trasa: Palenica Białczańska->Wodogrzmoty Mickiewicza->Dolina Pięciu Stawów Polskich->Świstówka Roztocka->Morskie Oko->Palenica Białczańska


 

    Wyruszamy z Palenicy Białczańskiej, popularnego punktu startowego do jednej z największych i najłatwiej dostępnych atrakcji Tart -  Morskiego Oka. Po ok. 40 minutach marszu po asfalcie docieramy do Wodogrzmotów Mickiewicza. Wodospad ten tworzą trzy główne kaskady - Wyżni Wodogrzmot, Pośredni Wodogrzmot - jedyny dobrze widoczny ze szlaku - Niżni Wodogrzmot oraz kilka mniejszych progów.















 A TERAZ CZAS NA ZMIANĘ OBUWIA :D
Treki zastępują sandały :)

    Po krótkiej przerwie na odpoczynek, zmianę obuwia i sesję zdjęciową wyruszamy dalej. Z Wodogrzmotów Mickiewicza wchodzimy na zielony szlak i idziemy wzdłuż Doliny Roztoki, ograniczonej grzbietami masywów Wołoszyna i Opalonego. Jej dolny kraniec znajduje się w rejonie wspomnianych już Wodogrzmotów Mickiewicza, a górny wyznacza Wodospad Siklawa, który jest największym wodospadem polskich Tatr. Dolne partie doliny porasta dobrze zachowany naturalny las górnoreglowy. W wyższych położeniach występują limby, jeszcze wyżej rozciągają się poprzecinane piarżyskami płaty kosodrzewiny. Idąc tym szlakiem słychać szum potoku Roztoka...

 w pobliżu Źródełka Wiecznej Młodości






 widok na Wołoszyn


Nowa Roztoka. Czas na uzupełnienie zapasów wody :)


Kozi Wierch i Buczynowa Siklawa


    Po ok. 1h 20min marszu Doliną Roztoki dochodzimy do rozwidlenia szlaku. Od zielonego szlaku odchodzi czarny, który prowadzi bezpośrednio do schroniska PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. My jednak idziemy dalej zielonym szlakiem do Wodospadu Siklawa.





 W tle największy wodospad Tatr Polskich - Wielka Siklawa




Ostatni rzut oka na Wielką Siklawę


   Przed nami ostanie podejście. Po ok. 15 min wyłania się przed nami przepiękny widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich!
Pierwszy cel osiągnięty!






    Dolina Pięciu Stawów Polskich to zawieszone, górne piętro Doliny Roztoki, ograniczone zachodnim odcinkiem Orlej Perci (oraz grzbietem Zawrat - Świnica), grzbietem granicznym pomiędzy Świnicą a Szpiglasowym Wierchem oraz grzbietem Miedzianego.
     Cała dolina stanowi wysokogórskie pustkowie z krajobrazem zdominowanym przez otaczające ją skaliste wietrzejące turnie, piarżyska, głazowiska, alpejskie murawy i płaty kosodrzewiny. Znajdują się tu cztery stosunkowo duże zbiorniki - Wieli, Czarny, Zadni i Przedni Staw Polski, dwa mniejsze - Mały Staw Polski i Wole Oko (okresowo).

Nad Wielkim Stawem Polskim. W tle Kotelnica i Gładki Wierch.



    Zatrzymaliśmy się w pobliżu Małego Stawu Polskiego, niedaleko byłego drewnianego schronu, obecnie strażnicy TPN-u. Spędziliśmy tam niecałą godzinkę jedząc i nabierając sił przed bardzo wyczerpującym podejściem na Świstową Czubę!



   Dalsza część naszej wyprawy to Morskie Oko przez Świstówkę Roztocką. Samo podejście na Świstową Czubę może nie jest bardzo wysokie, ale daje w kość! Kilka razy musieliśmy się zatrzymywać na łyczek wody. Tak, niestety łyczek, bo kończyły się nam zapasy wody... Takie przystanki mają swoje plusy. Mianowicie widoki są przepiękne! Im wyżej się wchodzi tym bardziej zapiera dech w piersiach widok na Dolinę Pięciu Stawów Polski, Dolinę Roztoki, Wołoszyn.


Widok na Przedni, Mały, Wielki i Czarny Staw Polski. W dole Dolina Roztoki i część czarnego szlaku do schroniska PTTK.


 



Ze Świstowej Czuby zakosami doszliśmy do kotła Świstówki i po wyjściu z niego rozpościerał się piękny widok na Tatry Wysokie okalające Morskie Oko. Uff... skończyło się wyczerpujące podejście i teraz już tylko schodziliśmy do Morskiego Oka.




    Schodząc, największą trudność sprawiło nam przejście przez skalisty Żleb Żandarmerii. Musieliśmy wtedy zachować szczególną ostrożność. Po ok. 40 min schodzenia dotarliśmy do Morskiego Oka. O zgrozo! Tam chyba nie ma dnia i godziny, żeby nie było mnóstwo turystów! Ale na szczęście znaleźliśmy kawałek miejsca i przycupnęliśmy na kamieniu nad wodą :)

Cel drugi osiągnięty!



    Droga powrotna z Morskiego Oka do Palenicy Białczańskiej jest zbyt monotonna - cały czas idzie się po asflacie... Jedyny plus to piękne widoki :)